sciaganie / Opium w rosole 

 M. Musierowicz - Opium w rosole

 

Opowiem wam o mojej córce – Ewa Jedwabińska prezentuje Aurelię swoim uczniom (M. Musierowicz „Opium w rosole”)


Pani Jedwabińska zasłużyła sobie na przezwisko „Sopel”. Jej zachowanie wobec uczniów, zawsze poprawne, ale zimne i obojętne zyskało jej szacunek, ale nie sympatię uczniów.

Zdarzenie z Aurelią Nauczyło ją, że okazywanie uczuć jest bardzo ważne. Ogromny autorytet profesora dmuchawca przekonał ją, że czas koniecznie „rozmrozić” swój wizerunek w oczach uczniów.

Zastanawiała się jak to zrobić. Nadarzyła się okazja, bo zbliżała się godzina wychowawcza. Zwykle przeprowadzała na tej lekcji ankiety, z których miało wynikać,jacy są jej uczniowie.

Zorientowała się, że stało się to już okropnie nudne. Postanowiła szczerze opowiedzieć o zmianach, jakie zaszły w jej życiu. Nie czuła się jeszcze gotowa, żeby stanąć przed klasą i twarzą w twarz zwierzać się ze swoich osobistych spraw. Ale zależało jej, żeby uczniowie przekonali się, że się zmieniła. Dlatego napisała list.

Kiedy nadszedł czwartek, poprosiła Kreskę o przeczytanie tych zwierzeń. Sama wyszła. Bała się reakcji uczniów. W klasie zapadła cisza, słychać było tylko głos Janki:

„ Przepraszam Was, że byłam taka, jakiej nie mogliście mnie polubić: zimna i niedostępna. Uważaliście mnie za wielką damę bez serca? No cóż, prawdę mówiąc sami też nie pomogliście mi zmienić to wrażenie. Nie o tym jednak chce mówić.

Żeby przekonać Was, że naprawdę jestem inna, opowiem o pewnym zdarzeniu z mojego życia, które pomogło mi się zmienić. Dotyczy ono problemów z moją własną córeczką Aurelią.

Jest sześcioletnim dzieckiem, ale mnie się wydawało, że zachowuje się nienaturalnie jak na swój wiek. Denerwowała mnie jej smutna mina. Nie śmiała się i nie paplała jak inne dziewczynki. Nie umiałam się z nią dogadać. W dodatku miała za nic moje poświęcenie. Wiele razy stałam godzinami w kolejkach, żeby zdobyć dla niej kawałek dobrej wędliny lub mięsa. A ona nie chciała jeść. Sąsiadka tłumaczyła, że dzieci w jej wieku często nie mają apetytu, ale ja wiedziałam, że chce mi zrobić na złość. Prawda jest taka, że nie lubiłam swojego dziecka. Nie mogłam się przemóc, żeby ją przytulić, albo serdecznie z nią porozmawiać.

Kiedy wydało się, że chodzi do obcych ludzi na obiady, czułam się strasznie upokorzona. Dowiedziałam się, że nie tylko chętnie je, ale jest wesoła, zabawna i inteligentna. Chętnie pomagała, starła się zyskać sympatię państwa Borejków. Obcy ludzie znali „Geniusię” lepiej niż jej własna matka. Teraz wiem, że zachowywałam się wobec niej okropnie. Wyrzucenie przez okno jej pieska, było okrutne i sprawiło, że uciekła z domu. Moje błędy uświadomił mi profesor Dmuchawiec. Zapytał, czy mówię do niej Pyza, a może Ciapuś. A tymczasem ja traktowałam to biedne dziecko, jakby była dorosłą osobą. Zupełnie jej nie rozumiałam. Tymczasem jej potrzebna była po prostu odrobina miłości. Z nią najzwyklejszy rosół smakuje jak wspaniałe danie.

Na szczęcie nigdy nie jest za późno na poprawę. Zaczynamy wszystko od początku. Mój mały „Jeżyk” wybaczył mi i zrozumiał. Teraz często bawimy się, spacerujemy, rozmawiamy. Poznajemy się nawzajem. Dzięki Aureli zyskałam nowych przyjaciół. Ludzie, u których jadała obiady często nas odwiedzają. Są mili i przyjaźni.

Chciałabym, żebyście i Wy zrozumieli moje postępowanie. Ja chciałbym bardzo, aby nasze stosunki poprawiły się. Mam nadzieję, że zgodzicie się zacząć wszystko od nowa. Ze swojej strony obiecuje okazać więcej ciepła i zrozumienia.


Ewa Jedwabińska”


Po chwili ciszy rozległy się brawa. Kiedy wychowawczyni weszła do sali, po minach poznała, że od tej chwili wszystko będzie dobrze.

Po więcej proszę się ze mną skontaktować Mailowo <pozdro>

 

 
   Świtezianka
   Biografie
   Krzyżacy
   Kwiat kalafiora
   Mały Książe
   Opium w rosole
 
Copyright ©2014 by sciaganie
Kreator Stron www